Seeeev...
Zawitało tu tylu przyjaciół..
Księga.
Dopisz urok.
Zobacz i ucz się

Mój avatar

Dodaj do ulubionych

Poznaj mnie lepiej
Archiwum
2007
sierpien (1)
wrzesień (3)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2008
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
lipiec (1)

2009
marzec (1)




Uwaga, uwaga!
Czy jesteś gotowy zagościć w cyrku i założyć kaftanik bezpieczeństwa? Jeśli tak, to poznaj główną bohaterkę.
Diana Sawecka, lat szesnaście, najbardziej pechowa dziewczyna w Hogwarcie. Czemu?
Spytaj o to Mistrza Eliksirów, pana profesora Snape'a.
Jeśli się boisz, to zajrzyj
tutaj.
Za uszczerbki na zdrowiu firma Panna Em. nie ponosi odpowiedzialności.
Mój avatar

Dodaj do ulubionych

Archiwum
2007
sierpien (1)
wrzesień (3)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2008
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
lipiec (1)

2009
marzec (1)



Rozdziały
0. Smarki trolla
1. Szlaban u Seva
2. Na dywaniku u Dumble'a
3. Miotła... Kafel...
4. List
5. Wielki egzamin z latania na miotle
6. Problemy egzystencjalne pewnej dziewoi imieniem Diana
7. Nowy głos
8. Kto szuka stałego przyjaciela, powinien udać się na cmentarz.
9. Mecz
10. Podejrzane s__________
11. Hodowanie fasoli
12. Życie bez Severusa.



Linki
Dzikie
Sevcio-Sevuś-Sevciaczek
Potter

Czytelnicy
Oris Mori
Opowieść inna niż wszystkie
Kocham, bo muszę
Sparkler
Toksyczna laleczka



Ulubieni
my-stooryamanda-collmanmokasyn-dalekowschodnitrud-miloscisakuraslytherin-lovezycie-uslane-cierniamithe-angel-of-darknessjohnny-dirtstolen-seasonsinglehogwart-40-i-4miohogwart-eksperymentalnyuciec-od-cierpieniadraco-malfoy-life

12. Życie bez Severusa.

sobota, 28.marca.2009, 14:23
Ja naprawdę nie wiem, co się z tym mylogiem dzieje. o.O
Jeden wielki koszmar! Nawet licznik odwiedzin się zrąbał. I nawet księga gości! I nawet coś z linkami siadło! Nawet parę komentarzy skasowało. >.<
Kochani, oto notka!
Taaaak!
Najprawdziwsza, choć dość krótka ;D
Zapraszam.
Ach... I jeszcze proszę o rejestrowanie się tutaj. ^^

~*~

-To się nie uda. – stwierdził wysoki, czarnowłosy mężczyzna i wycelował różdżką w przytuloną do niego dziewczynę. Mruknął coś pod nosem. Błysnęło różowe światło.
***
Obudziłam się rano z poczuciem misji.
Może to nie było takie rano…
Zegarek bezlitośnie wskazywał 12:53.
Cholerne badziewie!
Przeciągnęłam się i powłócząc nogami, polazłam do łazienki.
Tyle czasu minęło…
Z ekstremalnie wielką szopą na głowie, już przygotowana do zajęć, wyleciałam ze swojego pokoju na skrzydłach miłości.
-Tralalala…
-Diana, już po zajęciach. – Charlo spojrzała na mnie nieco krytycznie i wyciągnęła z mojej ręki teczkę – Właśnie z nich wracam. Snape stwierdził, że obedrze cię ze skóry i obwiesi sobie twoimi flakami pracownię, by kolejne pokolenia wiedziały… że z Mistrzem Eliksirów nie wolno zadzierać. Tristana też nie było, ale ten stary nietoperz gada tylko o tobie! Podchodzi i syczy: ‘Ten eliksir wygląda parszywie! Zupełnie jakby była to robota Saweckiej!’, ‘Masz tak tępą minę jak Sawecka!’. Czyżbyś była jego fetyszem?
Zamarłam.
Paszcza zjechała mi dziesięć pięter w dół.
Przycupnęłam na schodach i obserwowałam przyjaciółkę z zainteresowaniem.
-Co ten Snape do mnie ma? – spytałam ponuro.
Chłodny, nieprzystępny, nieczuły, oziębły Severus.
Myśli, że jest panem i władcą świata?
-‘Myślisz jak Sawecka!’, ‘Masz tak złe wyniki jak Sawecka!’, ‘Chodzisz na kolanach jak Sawecka! Kolejny Homo sapiens sapiens debilus!’. – Charlo kontynuowała swoją misję uświadamiającą.
Schowałam twarz w ręce.
-Co za…
No tak.
Jak określić jednym słowem takiego…
Świra?!
Prostaka?
Sadystę?
Socjopatę?
Kpiarza?
Okrutnika?
Barbarzyńcę?
Gbura?
Oprawcę?
Kata?
Potwora?
Dręczyciela?
Zwyrodnialca?
Zdegenerowanego i krwiożerczego Mistrza Eliksirów?
Niszczyciela Diankowej psychiki?
-…niegrzeczny typ!
-Mocne słowa. – pochwaliła mnie Charlo – Ale i tak nie wiesz jeszcze o najgorszym.
Znieruchomiałam, spodziewając się najgorszego.
A może mnie wywalił na zawsze ze swoich zajęć?
Po policzkach Charlotty spłynęły łzy.
Rzuciła się na mnie.
Umh…
Uh…
-Duszą! – wyjęczałam ostatkiem sił i padłam martwa.
Martwa nie do końca.
Właściwie to żywa.
Tylko żywa tak nie do końca.
To straszne piętno zostało boleśnie odciśnięte w mojej duszy.
W samym środeczku.
-Na koniec… Na koniec… - Charlo wpadła w jakąś histerię.
-Będę mieć traumę do końca swych dni. – ostrzegłam, wyrywając się z jej objęć. Zbiegłam do pokoju wspólnego, wymijając drużynę Quidditcha.
-I tak wiem, że wszyscy mnie kochacie! – zawołał Evan Jason McGordon. Zapewne znów zrobił coś głupiego, ale… obecne roczniki nie należą do zbyt światłych, więc jego wyznaniu towarzyszył pomruk aprobaty – O… cześć, Diana!
-Ratuj! – wydarłam się i schowałam się za jego plecami.
Na małe show zawsze można sobie pozwolić.
Zwłaszcza w godzinach wczesnoporannych.
-Chcą cię zabić? – spytał z wyraźnym zainteresowaniem.
-Diaaaaaaaaana! – i tak zostałam upolowana.
Na nic się nie przydają ci faceci.
Można ich śmiało wywalić z tej szkoły.
‘Czarodziej’… Nawet sama nazwa brzmi nieco obciachowo.
A ‘czarownica’… Widzicie różnicę?
Jako normalna, miła, grzeczna, kochana, cudowna dziewczynka poszłam posłusznie za Charlo.
***
-Na koniec podszedł do Ethlinn. Wyłożył się niemal na jej ławce, nie zaglądając nawet do kociołka. O mało bidula nie zemdlała. Już wtedy! – mówiła z przejęciem Charlotte. Drżałam. Może też dlatego, że wyciągnęła mnie na dwór, nie dając założyć wcześniej płaszcza, a było jakieś -15 stopni Celsjusza. Biada mi, oj, biada! – Jak każda normalna Gryfonka myślała pewnie o najgorszym. Na przykład: ‘Zabije mnie, on mnie zabije! Zrobiłam coś źle! Już mam wystarczająco dużo Trolli w tym semestrze!’. No… tak czy inaczej coś w tym rodzaju. A ten do niej z tym swoim piekielnym uśmieszkiem… zgadnij co!
-Nie wiem co. – odpowiedziałam.
Po co się wysilać?
Od tego ma się przyjaciółki ze słowotokiem.
I tak nasza kochana Dianusia dowie się wszystkiego.
Bez niepotrzebnego strzępienia języka nad jakimiś psychodelicznymi wyobrażeniami.
-On wyciąga zza pazuchy twój sprawdzian. – kontynuowała Charlo. Teraz już z wypiekami na twarzy – I tak niby cichutko, ale w klasie przecież nie ma prawie żadnych hałasów, chyba, że ktoś wysadza coś w danej chwili w powietrze, więc wszyscy to słyszeli.
-Co niby cichutko?! Kolejny Troll?!
Moje serce przestało bić.
Zaryłam nosem w śnieg.
-O ja nieszczęśliwa!
Zaczęłam walić pięściami w ten cholerny biały puch.
Jacyś pierwszoklasiści uciekli z dzikim przerażeniem w oczach.
Puchoni…
Więc co się dziwić?
Takie to małe i strachliwe…
Jakby ciocia Diana mogłaby zrobić im coś złego.
-Nie… Dostałaś chyba coś przyzwoitego. O dziwo. – Charlo popatrzyła na mnie jak na ciekawy okaz w ZOO. Przykucnęła, głaszcząc mnie po głowie.
-Mmm…
-Tak, Diano. Ale on na tym nie poprzestał. Z jakimś dziwnym uśmiechem pyta, czy… Ehem… To ja może zacytuję: ‘A co z Dianusią? Chora? Czy nadal rozmawia ze swoją kością ogonową?’.
-Matko… Jaka kość?
Szok.
Nawet tarzanie się po ścianie nie pomogłoby wyrazić moich uczuć.
W dodatku ostatnimi czasy jestem chyba bardziej opanowana.
To się nazywa postęp.
-Et zemdlała. A my… A my… Koniec końców… zanieśliśmy ją do pielęgniarki… Ale najpierw… wszyscy dostali…
-Choroby sierocej? – podsunęłam.
-Taaa… A Snape chyba wcale nie chciał tego powiedzieć. – mruknęła moja przyjaciółka, podnosząc mnie z westchnieniem ze śniegu – Nie zdążył ugryźć się w język… ale…
-To, co roi się w jego małym, czarnym serduszku pozostaje wielką tajemnicą. – dokończyłam.
Również mi było słabo.
Zawroty głowy…
Burczenie w brzuchu…
-A co tam! – wykrzyknęłam radośnie – Idę do kuchni!
***
Skrzaty domowe to bardzo pożyteczne stworzonka.
Dostałam swoje wymarzone lody czekoladowo-truskawkowo-rumowo-pomarańczowe.
Jednakże nie ograniczyły się tylko do minimum.
Wpakowały mi dodatkowo rodzynki i orzeeeeszki!
-Kochane! – zawołałam z ekstazą i zabrałam się za jedzenie.
Jadłam…
I jadłam…
I jeszcze raz jadłam…
Aż się uszy trzęsły…
Ślepia świeciły…
Opanowała mnie skrajna ekstaza…
I…
I…
Umh…
Do kuchni ktoś wszedł.
-Jeden absynt na miejscu. – usłyszałam zamówienie. Głos dziwnie znajomy.
Po chwili wyłoniła się cała persona.
Nietoperz.
-Dzień dobry, panie profesorze! – wstałam, machając do niego łapeczkami.
Skoro jest już tak stary, że we łbie mu się miesza, trzeba okazać trochę sympatii... jakiegoś ciepła.
Em.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:



Lay by Panna Em. for Panna Em..
Don't copy! Grafika i HTML wykonane razem z Esther (tzn. ja siedziałam i... i... patrzyłam, jak się robi xD +grafika odkopana ze starego bloga Es.).
Obrazki znalezione w Google.